5.3.10

Czy istnieje nieutopijna alternatywa dla kapitalizmu?


Ostatnio doszedłem do wniosku, że świat byłby lepszy gdyby nie kapitalizm. Przedmioty byłyby projektowane znowu z naciskiem na ich jakość, większości z nich używalibyśmy przez lata. Powróciłyby czasy, gdy o rzemieślnikach mówiono z szacunkiem „mistrz”. Rozrywka przeniosłaby się z telewizora do teatrów i na świeże powietrze. Ludzie zamiast w gry komputerowe graliby na instrumentach muzycznych, zamiast meczu w telewizji biegaliby za piłką po zielonej trawie lub zasiadali na trybunach sportowych aren. Żywność znowu byłaby organiczna i zdrowa. Korporacje byłyby tylko pustym słowem. Pieniądze ułatwiałyby wymianę towarową nie stanowiąc celu samego w sobie. Wreszcie ludzie nie stanowiliby tylko towaru na rynku pracy, lecz mogliby o sobie i innych mówić z dumą: "istoty ludzkie".
Niestety póki żyjemy w systemie kapitalistycznym taki świat chyba nie ma racji bytu. Wiadomo już, że eksperyment na ludzkości jakim było wprowadzenie kapitalizmu nie powiódł się. Różnice społeczne pogłębiły się, obecnie rozpiętość pomiędzy bogaczami i "normalnymi" ludźmi jest przepastna. Jednocześnie mamy ciągle ogromną ilość osób żyjących na skraju ubóstwa. Nie mówię tu o krajach afrykańskich, lecz o naszym kapitalistycznym podwórku, na którym wiele osób nie może sobie pozwolić na codzienne zjedzenie ciepłego posiłku czy zapewnienie edukacji swoim dzieciom. Miejscu w którym praca niektórych ludzi, chociaż niewątpliwie potrzebna reszcie społeczeństwa, jest wyceniana poniżej realnych kosztów mogących zapewnić im godziwe życie. Jeśli do tego dodamy fakt, że nie mamy możliwości wyrwania się z systemu, do którego jesteśmy przyzwyczajani od najmłodszych lat, otrzymamy obraz świata w którym nawet nie potrafimy sobie wyobrazić, że możliwa jest jakaś alternatywa.
Swego czasu wydawało się, że kapitalizm jest ceną postępu. Zdaje się jednak, że dotarliśmy do poziomu, na którym kolejne osiągnięcia naszej cywilizacji są coraz mniej potrzebne do szczęśliwego życia, coraz częściej mając na celu jedynie zarobek określonych grup. Może, zatem, świat dorósł już do próby wprowadzenia prawdziwego socjalizmu? Tylko jak jeszcze nie dopuścić do bolesnej powtórki scenariusza z komunizmem w roli głównej? Jakieś pomysły? A może jest jakaś inna opcja niż kapitalizm i socjalizm? Mam nadzieję, że ktoś znajdzie nieutopijną wersję świata niekapitalistycznego i że dożyje czasów, gdy będzie ona powszechną.

Dopisane Zapraszam do przeczytania komentarzy, bo zanosi się na ciekawą dyskusję wywołaną lekko prowokacyjnym charakterem wpisu. Zachęcam też do zapoznania się z krótką recenzją książki "Mieć czy być" Ericha Fromma, gdzie trochę rozwijam swój pogląd na kapitalizm.

15 komentarze:

Arek pisze...

Na tym blogu przeczytałem kilka naprawdę ciekawych wpisów, ale ten określę jednym słowem - żal. Żal że nie zastanowiłeś się dłużej nad kwestią kapitalizmu. Nie będę pisał w komentarzu całego artykułu o tym jak dużo można by zarzucić temu wpisowi(jak chcesz to się odezwij mogę napisać gościnny artykuł) ale powiem tylko tyle że nigdzie na świcie nie ma kraju który nie był by kapitalistyczny (oprócz posiadaczy surowców naturalnych) w których ludzie mieli by szanse tak skutecznie spełniać swoje marzenia.

Drewniacki pisze...

No niestety, ja się zgadzam z Arkiem. Lubię ten blog, ale ten wpis, hmmm... Pieniądze przecież nie są celem samym w sobie, a jedynie środkiem do osiągania marzeń. Kapitalizm opiera się na tym, że każdy robi to co chce, a pieniądz jest jedynie miarą jego samozaparcia. Mi się raczej marzy, że kiedyś w końcu gdzieś zapanuje prawdziwy kapitalizm, bo teraz niestety nigdzie go nie ma.

Poza tym kapitalizm (czyt. ograniczenie aparatu państwowego do niezbędnego minimum) jest zgodny z idą minimalizmu.

mongr pisze...

Szczerze mówiąc napisałem tego posta, aby wsadzić kij w mrowisko. Kapitalizm, tak jak socjalizm i radykalny humanizm czy inne systemy są piękne w teorii. Zastanawiam się jednak na tym kiedy uda się osiągnąć system, który w praktyce da jak największej części społeczeństwa szczęście. Na chwilę obecną wydaje mi się, że czerpanie z kilku do tej pory zaproponowanych systemów jest najlepszym rozwiązaniem, ale ciągle nie daje mi spokoju czy istnieje jakiś system będący kompilacją już istniejących, bądź zupełnie nowych pomysłów, który maksymalizowałby szczęście i minimalizował nasz negatywny wpływ na planetę.
Minimalizm wydaje mi się być takim systemem tylko, że ograniczonym do ujęcia jednostkowego. A może dałoby się rozszerzyć go do roli systemu społecznego?

mongr pisze...

Napiszę jeszcze trochę żeby ułatwić zrozumienie tego co próbowałem nieudolnie przekazać. Jednocześnie zachęcam kolejne osoby do dyskusji, bo już trochę zaczynam mięknąć, wyrabiając w sobie pogląd na sprawę będący kompromisem pomiędzy tym co myślałem na początku, a tym co napisali Arek i Drewniacki.
@Arek
Napisałem Ci maila na konto pozyczki20.
Obecnie na świecie jest bardzo mało krajów niekapitalistycznych, a większość z tych krajów jest dyktaturami. Dlatego myślę sobie, że ciężko jest znaleźć kraj, w którym istniałyby warunki rozwoju lepsze niż w krajach, które nazywają się kapitalistycznymi. To nie oznacza, że nie istnieje lepszy system tylko, że do tej pory takiego nie wymyślono, bądź nie wprowadzono.
To co mnie mierzi w obecnie panującym systemie to fakt, że w pewnym momencie wiele osób staje przed koniecznością wyboru, czy chcą zarabiać, czy zajmować się tym co lubią. Dodatkowo jesteśmy traktowani, również przez samych siebie, jak przedmioty na rynku pracy. Istnieje też problem minimalnych zarobków za wykonywaną pracę, który jest regulacją wolnego rynku, ale wydaję się być konieczny. Wprowadzenie minimalnej płacy chyba lekko wypacza ideę kapitalizmu? Jeśli tak, to wprowadzenie pozostałych świadczeń socjalnych wypacza ją jeszcze bardziej. Czy z takim bagażem możemy jeszcze mówić o kapitalizmie, czy to już nowy twór? Czy ten nowy twór jest lepszy, czy może gorszy od pierwotnych założeń?
@Drewniacki
Dlaczego niestety?
Nie wiem czy Wikipedia jest wiarygodnym źródłem informacji, ale definicja przez nią przedstawiona ukazuje jak kapitalizm jest postrzegany przez ogół społeczeństwa. Cytując:
Kapitalizm – system ekonomiczny oparty na prywatnej własności środków produkcji czyli kapitału, który jest maksymalizowany przez właściciela.
Moim zdaniem takie postrzeganie wyklucza zgodność z moją definicją minimalizmu, którą bardzo skrótowo obrazuje tytuł tego bloga.

sowa_nie_sowa pisze...

A mnie się wcale ten wpis nie wydaje odbiegający od pozostałych. Powiedziałabym nawet, że jest z nimi spójny. Uważam, że kapitalizm jest zaprzeczeniem minimalizmu, bo sednem jego jest skupianie się na zysku i tworzeniu kapitału.
Mnie są bliskie Twoje rozważania mongr, bo też marzy mi się ustrój przyjazny człowiekowi, dla którego sensem życia jest samo życie, a nie bieg po szczeblach kariery, walka z konkurencją, poświęcanie życia na pracę albo walka o przetrwanie.
Są różne rodzaje kapitalizmu, ale wszędzie ma on większy czy mniejszy udział opieki państwa. Kapitalizm bez tej opieki stałby się ustrojem nieludzkim, wtedy przetrwać mógłby tylko najsilniejszy, tak jak w przyrodzie i tak jak kiedyś już było. Od tego odchodzimy dążąc do państwa (świata) humanitarnego, gdzie człowiek jest podmiotem, a nie przedmiotem. Ale z kolei im większa opieka państwa (czyli większe bezpieczeństwo), tym mniejsza wolność, która jest dla nas też ważna. Państwo dużego dobrobytu i spokojnego życia czyli Szwecja jest w dużej mierze państwem socjalnym.
To o czym piszesz mongr na początku posta czyli jak fajnie by tak było, to przecież już było;) To już przerabialiśmy, nie byliśmy zadowoleni i poszliśmy dalej. Doszliśmy do kapitalizmu jako najlepszego ustroju, który okazał się nie taki najlepszy, jak się wydawało.
Zastanawiam się jaki ustrój czy organizacja państwa mogłaby wszystkich zadowolić i przynieść każdemu korzyści? Nie mam pojęcia i myślę, że dopóki my się mentalnie nie zmienimy, to nie jest to możliwe. Mam wrażenie, że cały nasz rozwój, przynajmniej świata zachodniego szedł w kierunku posiadania i większej wygody życia. Teraz gonimy własny ogon i zaczyna nam to bokiem wychodzić, bo okazało się to kierunkiem donikąd, a już na pewno nie do szczęścia. Więc może pora na zmianę kursu? Na porzucenie ułudy , że szczęście i spokój dadzą nam osiągnięcia, tytuły, władza i przedmioty...? Poszukanie gdzieś głębiej w sobie, doszukanie się prawdziwych wartości i sensu naszej ziemskiej wędrówki...? Wydaje mi się, że teraz przed nami będzie czas rozwoju wewnętrznego, poszukiwań duchowych. I wtedy narodzi się pewnie jakaś inna organizacja życia na Ziemi... Ale to potrwa, może wieki całe, więc póki co jakoś musimy sobie radzić z tym co jest;)
Pozdrawiam:)

Anonimowy pisze...

po 1, czy ludzie w ustroju "socjalistycznym" wg twojego przepisu byliby dostatecznie zmotywowani żeby osiągnąć choćby minimum?
po 2, czy nie byłoby tak, że jednak jedni chcieliby być równiejsi od innych?
po 3, czy nie jest tak, że przedmioty i tytuły dają jednak szczęście (oczywiście poparte udanym życiem osobistym w szerokim znaczeniu), tylko że nielicznym?

ruda.kazika pisze...

nie wiem czemu na przeszkodzie minimalizmu ma stać kapitalizm, chcesz być minimalistą to bądź i już... żyję w kraju kapitalistycznym i nie pędzę w wyścigu szczurów, robię co lubię i jestem szczęśliwa, bo nie przeszkadza mi że ktoś ma więcej, dla mnie ja mam wystarczająco dużo:) jak kogoś boli, że ktoś ma nowy samochód to w każdym ustroju będzie nieszczęśliwy... wolę żyć w kapitalizmie z opcją wyboru np minimalizmu, niż żyć w minimalizmie bez wyboru... a jak by mi się znudziło być oszczędnym i nagle dom z kolumnami byłby moim celem w życiu???

Drewniacki pisze...

@ruda.kazika,

Świetnie to ujęłaś!

mongr pisze...

@anonimowy
AD1 Moim zdaniem jakieś minimum powinno być zapewnione. Obecnie nie jest to wcale takie utopijne jak jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Automatyzacja wielu dziedzin przemysłu doprowadziła do tego, że człowiek często nie jest potrzebny w samym procesie technologicznym. Gdyby jeszcze pieniądze w ten sposób uzyskane przeznaczyć na zaspokojenie podstawowych potrzeb potrzebujących, czyli zapewnienia pożywienia i miejsca do spania osiągnęliby minimum bez motywacji. Motywacja byłaby potrzebna tylko tym, którzy chcą mieć więcej, a tych nie brakuje.
AD2 Nikt nie chce zamykać ścieżek kariery przed „ambitnymi”. Chodzi tylko o to żeby Ci mniej ambitni mieli większy wybór.
AD3 Nie dają, to tylko przyjemność, nie prawdziwe szczęście, ale zwykle też nie przeszkadzają.

@ruda.kazika
Kapitalizm nie stoi na przeszkodzie minimalizmu, ale moim zdaniem nie jest to system dający jak największym ludziom szansę jak najpełniejszego „bycia”. Częściowo przez to, że dzieci już za młodu nasiąkają specyficznymi dla tego systemu wartościami, częściowo z jeszcze innych powodów. Jak ktoś słusznie zauważył obecny system ma z kapitalizmem nie za wiele wspólnego. Niektórzy uważają jednak, że czysty kapitalizm byłby wspaniałym systemem, a ja się z tym nie zgadzam.
Co z ludźmi, którzy robiąc to, co lubią nie mają wystarczająco dużo? Tylko godziwe wynagrodzenie i wpajanie od młodości innych wartości niż powszechny obecnie kult pieniądza, (najlepiej dodatkowo poparte ułatwieniami systemowymi), mogą to zmienić.

Drewniacki pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Drewniacki pisze...

Paweł Kata zgodził się umieścić moją polemikę z tym postem: http://neominimalizm.pl/minimalizm-w-polityce/. Zapraszam!

czarnyrobert pisze...

Czytając twojego posta, nie bardzo widzę jak wyobrażasz sobie zasadę powstania i funkcjonowania postulowanego przez Ciebie państwa nie-kapitalistycznego.

Jest kilka życzeń "lepsza jakość przedmiotów", "teatr zamiast TV", "żywność organiczna" itd...

Jest też wyraźnie zdefiniowany cel - maksymalizacja szczęścia: "szczęście jak największej części społeczeństwa"

Pozostaje pytanie jak to osiągnąć ?

Na początek potrzebny byłby albo totalitaryzm, który umożliwiłby szybko wprowadzenie pewnych rozwiązań, albo długotrwała praca "u podstaw" - edukowanie społeczeństwa, aby jego przedstawiciele będący u władzy w końcu zechcieli wprowadzić pewne rozwiązania prawne. Rozwiązania w których dobro człowieka byłoby ważniejsze od dobra korporacji.
Wątpię czy ta druga ścieżka jest możliwa do zrealizowania, jeśli na "rynku idei" grupce idealistów przyszłoby walczyć z łatwo przyswajalną papka rozrywkową wypuszczaną z mediów kontrolowanych przez korporacje, czy nadal jeszcze silną ideologią religijną mającą swoje "przedstawicielstwa" nawet na najmniejszych miejscowościach i dbającą o odpowiednie modelowanie umysłów "owieczek" od przedszkola.

Co należałoby zmienić na początek ?

1) Zakazać reklamy i jednocześnie stworzyć internetową bazę informacyjną o produktach i usługach.

Zakaz reklamy zdjąłby z ludzi presję do kupowania produktów, których wcześniej nie potrzebowali, a baza informacyjna dałaby im możliwość dokonywania wyboru na podstawie rzetelnych danych.

Należałoby określić jakie informacje muszą znaleźć się w tej bazie i określić metody pomiaru wymaganych parametrów dla poszczególnych rodzajów produktów.

Oczywiście oprócz sekcji z wymaganymi parametrami , należałoby też pozostawić wolną rękę producentowi żeby w sekcji opisowej produktu mógł swobodnie opisać produkt, tak jak uważa to za stosowne, nawet w formie "poetyckiej". Jedynie opis musiałby być zgodny z prawdą i weryfikowalny. W bazie mogłyby znajdować się też oceny i opinie wystawiane przez nabywców.

Częściowo mamy embriony takiej bazy w postaci porównywarek cen (np. Skąpiec, Ceneo itd)
Niestety teraz informacje są rozproszone i brakuje wiarygodnych parametrów.

Gdyby nakazać podawanie trwałości produktu - np. Ile cykli prania jest w stanie wykonać dany model pralki zanim ulegnie awarii, to ludzie mieliby możliwość wybrania trochę droższego modelu, wykonanego z solidniejszych materiałów, ale mieliby pewność, że będzie działał jeszcze za 15 lat, a nie popsuje się tuz po rocznej gwarancji - jak to się dzisiaj projektuje...
Dzięki bazie z takimi danymi, trwałość produktów uległaby poprawie, zmiejszyłaby się ilość śmieci.
Można by też ustawowo ustalić jaka jest minimalna trwałość, czyli okres gwarancyjny - ot powiedzmy dla lodówki minimum 10 lat.

Koniec cz. 1 (widzę ze jest ograniczenie do 4096 znaków, a trochę się rozpisałem...) :-)

czarnyrobert pisze...

2) Ograniczyć przyrost naturalny i jednocześnie zadbać o jakość genetyczna populacji.
Jeśli tego nie zrobimy, to za kilka pokoleń większość ludzi będzie żyła tylko dzięki aparaturze medycznej i lekach podtrzymujących ich przy życiu. Na szczęście zaczynamy mieć możliwości majstrowania przy naszym genomie. Jest szansa, że będziemy w stanie projektować nowe pokolenia tak aby były zdrowsze, mądrzejsze, życzliwsze czy nawet piękniejsze. Jeśli ktoś uważa, że zaprojektowanie sobie dziecka aby miało cechy jak wyżej jest niedopuszczalne, niech to powie 100 kilogramowej pryszczatej dziewczynie z cukrzycą i mukowiscydozą. Zbrodnia jest sprowadzanie na świat dziecka, gdy wiemy, że będzie cierpiało na nieuleczalną chorobę i umrze w wieku kilkunastu lat mając świadomość swojego tragicznego losu. Wiem, że powyższe idee mogą być niepopularne w związku ze skojarzeniami jakie wywołują ( Adolf H.), ale jeśli nie poprawimy naszej puli genów, to natura za jakiś czas zrobi to za nas sama - tak jak zawsze to robiła zanim stworzyliśmy współczesną, skuteczną medycynę - przez naturalną selekcję... Społeczeństwa złożone z chorowitych głupich i leniwych cherlaków nie będą miały środków i umiejętności do produkowania kolejnej aparatury podtrzymującej ich przy życiu, nadejdzie średniowiecze II, cywilizacja upadnie, powrócą epidemie które zdziesiątkują populację.

Bez ograniczenia liczebności populacji ludzkiej, nie biedzie mowy o wyżywieniu miliardów ludzi "żywnością organiczną", zadepczemy ostatnie ostoje natury, wybijemy ostatnich niedobitków innych gatunków z którymi dzielimy Ziemię....


Na tym na razie kończę, pora zabrać się do pracy (mam to szczęście, że kasę dostaję za to co lubię, pracuję w domu z grafiką 3D, mam też czas na własne zainteresowania, ot jak snucie takich rozważań jak w twoim blogu :-) ale zawsze wydawało mi się że jestem maksymalistą :-) śmieszne, że widzę teraz, że większość moich poglądów jest zgodna z ideami minimalizmu.

Umesh pisze...

Alternatywa istnieje - PROUT

mongr pisze...

@czarnyrobert
Blog ma na celu raczej zachęcanie do własnych przemyśleń, stąd troszkę mniej miejsca poświęcam praktycznym krokom. Wybrałem właśnie taką formę gdyż uważam, że najpierw trzeba sprawić żeby więcej ludzi zaczęło samodzielnie myśleć, a później można coś zmieniać. Gdy nie ma dyktatury tak wygląda postęp;-)

Ad1. W reklamie nie można podawać nieprawdziwych informacji, tylko jest to rzadko egzekwowany przepis. Co do sprzętu AGD, zaproponowana baza nie ma racji bytu. Prawie każdy producent wytwarza końcowy produkt z najtańszych w danym momencie komponentów naklejając tylko inne logo, stąd kupując pralkę w danym kwartale nabywamy już de facto inny model niż w poprzednim. Jeszcze ciekawiej wygląda sprawa pamięci RAM, której moduły są produkowane w 3 fabrykach na świecie. Swego czasu, gdy jedna spłonęła to całe "firmy nalepkujące" przerzuciły się na produkty z pozostałych dwóch. Takie to między innymi powody są przyczyną mojego obstawania przy zachęcaniu do myślenia i świadomego ignorowania reklam. Po co zakazywać czegoś co można niewielkim wysiłkiem ignorować, tak aby stało się nieopłacalne?

AD2. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem eugeniki. Decyduje o tym zarówno wymiar etyczny jak i ewolucyjny. Zabijanie jest etycznie złe, (może za wyjątkiem obrony koniecznej), co nie wymaga jakiegoś dokładniejszego udowadniania. Jeśli zaś mówimy o ewolucji to wielkość puli genów w populacji decyduje o jej podatności na wymieranie. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć przyszłości, nie znamy funkcji bardzo wielu fragmentów kwasów nukleinowych, a mimo to niektórzy optują za eliminowaniem z populacji cech mogących w specyficznych warunkach okazać się jedyną możliwością podtrzymania gatunku. Może więc lepiej zostawić te kwestie w gestii natury i postawić na dobrze pojętą edukację?

@Umesh
Dziękuję za lekturę, w najbliższym czasie się do niej zabiorę.